Byle do grudnia,zapachnie świętami,może zrobi się biało i będzie dobrze-))))
Byle do grudnia,zapachnie świętami,może zrobi się biało i będzie dobrze-))))
Witaj Meczko, fajnie, że jesteś.
No wlaśnie, ta tęsknota. To u mnie też najgorsze.
Po 23 latach pracy w szpitalu czułam wypalenie zawodowe, już nie lubiłam tego, wszystko mnie drażniło. Tutaj w opiece praca jest inna i jakoś nie jest dla mnie problemem. Odkrylam w sobie ogromne pokłady cierpliwości i jakiegoś spokoju, tylko tęsknię.
Poznałam bardzo fajną kobietę, która 20 lat jeździła do DE jako opiekunka, no i jej kariera zawodowa zakończyła się w szpitalu psychiatrycznym, lekarze stwierdzili silną depresję. Oby nas to nie spotkalo.
No i dla tej czesci z nas, ktora swieta na wyjezdzie - to dopiero dol na maksa ...
Ale zawsze tak jest, szklanka w polowie pelna, lub w polowie pusta ...
Ja dzis caly dzien w mieszkaniu siedze, pogoda taka, ze i psa na dwor byloby szkoda wypedzac. Wieje zimny wiatr, co kawalek leje, prawdziwa jesienna szaruga. Czytam Chmielewska, to takie antidotum. Kolejna kawka chyba by sie zdala ...
Uwielbiam Chmielewską.Zawsze też poprawiałam sobie jej książkami humor i bardzo żałuję ,że już Jej nie ma.
Dobrze jest sobie pogadac pisząc,z depresja to bywa róznie.Jedni maja bo brak awansu drudzy z powodu choroby inni ze zycie im sie rozsypało.Powod jakis chyba jest no poprostu musi być.Jak pracujemy 2 x 2 czy 6 tyg x 6 tyg to nie jest chyba tak żle bo szybko do domu wracamy.Zyjemy na dwoch roznych poziomach emocjonalnych i to dla mnie jest najgorsze.Nim w domu się oswoję,potrzebuje troche czasu.W DE po przyjezdzie wpadam szybciej w rytm,wiadomo koncentracja, wieksza dyscyplina.Ale tak jak nie znosze wyjazdow tak kocham powroty.
Kazda z nas widzi inaczej i wyjazd i pobyt i powrot i niech tak zostanie bo kazda z nas jest inna i to szczescie bo forum by było nudne.
Tak, oczywiscie. Dla mnie jest wazne, ze moge sie wygadac. Moze czasami moje wypowiedzi sa kontrowersyjne, ale ja juz taka jestem, w imie hmm, popularnosci, nie robie z siebie nikogo innego, niz jestem. Tylko nie odbierz tego jako jakis przytyk ! Wiem, ze czesto sie spieralysmy, delikatnie mowiac, ale wierz, lub nie - brakowalo mi Ciebie.
Na szczescie - nie wszystkie jestesmy jednakowe !
Ja jezdze na dluzej, teraz na 3 miesiace, ale w PL jestem krotko - maks 10 - 14 dni i wracam. Jeszcze troche spraw do zalatwienia jest i poza tym - to miejsce jest dobre, nie chce stracic, maz PDP nie bardzo widzi tu inna opiekunke. W przyszlym roku i tak musze gdzies na jakies krotkie dwa wyjazdy sie zahaczyc - zeby nie podpasc niemieckim urzedom. Moze gdzies na jakies zastepstwa, na 3-4 tygodnie, nie wiem, cos musze wymyslec ...
Emilio - za jedno zdanko z posta powyżej jestes od dzis mój nr 1:):):):):):)Wiesz na pewno które:)
Hmm, nie wiem ... Ale dziekuje !
Poczytałam uważnie wasze posty i dziękuję za nie. Może nie będę odpowiadać pojedyńczo, bo bym się z cytatami nie wyrobiła, to odpowiem zbiorczo ( równiez Kasi63, bo pytała).
Faktem jest,że mnie jest o tyle trudno w Polsce odreagować, bo jestem samotna i nawet nie ma komu się w mankiet wypłakać.
Faktem też jest ten parszywy listopad i perespektywa nadchodzącej zimy i świąt, które spędzę w De.
Ja wracam do domu, pracuję zmianowo, więc teoretycznie mogę naładowac akumulatory i zawsze je ładowałam, nie było problemu. Teraz się nie ładują nawet w kraju, gdzie mam swój mały, kameralny świat, który kocham. Nie ładują i już. Nie wiem, dlaczego. Nie mam depresji, w każdym razie klasycznej. Czuję znużenie, tylko znużenie, jakby ktoś pogasił światła. Natomiast nie płaczę, nie przeżywam.
No dobrze, ale tu nie o mnie chodzi konkretnie, tylko o problem jako taki. Bo to,że problem istnieje jest faktem i wiele z nas ten problem dotyka bądź dotknie w przyszłości. Pewnie,że nie każdego, bo jesteśmy inni, ale jestem pewna,że takie samopoczucie, jak moje ma niejedna. To nawet nie jest kwestia kryzysu, tylko takiego zmęczonego pytania : "ile jeszcze, jak długo wytrzymam i czy na pewno chce mi sie dalej wytrzymywać".
Myslę,że po prostu się starzeję. I może to ja bym chciała,żeby ktoś o mnie zadbał, a nie ciągle tylko sytuacja, kiedy to ja troszczę się o innych. Może to jest to. :)
Tak, chyba to jest to. :)
Poczytałam uważnie wasze posty i dziękuję za nie. Może nie będę odpowiadać pojedyńczo, bo bym się z cytatami nie wyrobiła, to odpowiem zbiorczo ( równiez Kasi63, bo pytała).
Faktem jest,że mnie jest o tyle trudno w Polsce odreagować, bo jestem samotna i nawet nie ma komu się w mankiet wypłakać.
Faktem też jest ten parszywy listopad i perespektywa nadchodzącej zimy i świąt, które spędzę w De.
Ja wracam do domu, pracuję zmianowo, więc teoretycznie mogę naładowac akumulatory i zawsze je ładowałam, nie było problemu. Teraz się nie ładują nawet w kraju, gdzie mam swój mały, kameralny świat, który kocham. Nie ładują i już. Nie wiem, dlaczego. Nie mam depresji, w każdym razie klasycznej. Czuję znużenie, tylko znużenie, jakby ktoś pogasił światła. Natomiast nie płaczę, nie przeżywam.
No dobrze, ale tu nie o mnie chodzi konkretnie, tylko o problem jako taki. Bo to,że problem istnieje jest faktem i wiele z nas ten problem dotyka bądź dotknie w przyszłości. Pewnie,że nie każdego, bo jesteśmy inni, ale jestem pewna,że takie samopoczucie, jak moje ma niejedna. To nawet nie jest kwestia kryzysu, tylko takiego zmęczonego pytania : "ile jeszcze, jak długo wytrzymam i czy na pewno chce mi sie dalej wytrzymywać".
Myslę,że po prostu się starzeję. I może to ja bym chciała,żeby ktoś o mnie zadbał, a nie ciągle tylko sytuacja, kiedy to ja troszczę się o innych. Może to jest to. :)
Tak, chyba to jest to. :)
Poczytałam uważnie wasze posty i dziękuję za nie. Może nie będę odpowiadać pojedyńczo, bo bym się z cytatami nie wyrobiła, to odpowiem zbiorczo ( równiez Kasi63, bo pytała).
Faktem jest,że mnie jest o tyle trudno w Polsce odreagować, bo jestem samotna i nawet nie ma komu się w mankiet wypłakać.
Faktem też jest ten parszywy listopad i perespektywa nadchodzącej zimy i świąt, które spędzę w De.
Ja wracam do domu, pracuję zmianowo, więc teoretycznie mogę naładowac akumulatory i zawsze je ładowałam, nie było problemu. Teraz się nie ładują nawet w kraju, gdzie mam swój mały, kameralny świat, który kocham. Nie ładują i już. Nie wiem, dlaczego. Nie mam depresji, w każdym razie klasycznej. Czuję znużenie, tylko znużenie, jakby ktoś pogasił światła. Natomiast nie płaczę, nie przeżywam.
No dobrze, ale tu nie o mnie chodzi konkretnie, tylko o problem jako taki. Bo to,że problem istnieje jest faktem i wiele z nas ten problem dotyka bądź dotknie w przyszłości. Pewnie,że nie każdego, bo jesteśmy inni, ale jestem pewna,że takie samopoczucie, jak moje ma niejedna. To nawet nie jest kwestia kryzysu, tylko takiego zmęczonego pytania : "ile jeszcze, jak długo wytrzymam i czy na pewno chce mi sie dalej wytrzymywać".
Myslę,że po prostu się starzeję. I może to ja bym chciała,żeby ktoś o mnie zadbał, a nie ciągle tylko sytuacja, kiedy to ja troszczę się o innych. Może to jest to. :)
Tak, chyba to jest to. :)
jezeli nie jest to pytanie zbyt osobiste to zapytam, co masz na mysli,ze musisz troszczyc sie o innych?chodzi o dzieci?