Wreszcie usiadłam spokojnie...Jestem tak zmęczona,że ledwie na oczy widzę ,ale musiałam do opiekunkowa zajrzeć,po prostu musiałam

. Wyobrażcie sobie,że niedosyc że atomizer jedyny jaki miałam załadowany poszedł na pole,to jeszcze w autokarze zgubiłam kanapki ,jedna kawa mrożona się potłukła a drugą też zgubiłam. Całe szczęscie że miałam sztangi serowe heheh,bo jak na złość autokar z Opola zatrzymywał się tylko na chwile żeby wysadzić pasażerów,wiec nie miałam szansy kupić sobie coś do jedzenia,dobrze ze chociaż kawe sprzedawali w autokarze,ale paskudna była.
Po powrocie obmylam się tylko i wyszłam na ten wstrętny deszcz do kantoru,potem do wpłatomatu,który był popsuty i musialam lecieć dalej,poszłam do jednego lekarza po recepte,do grzebajły już niestety się nie dostałam. Kupiłam po dridze zestaw do e-fajki z zapasowymi grzałkami i liquid,zrobiłam malutkie zakupy,poszłam wydrukować dokumenty na koejny wyjazd i popłaciłam rachunki. Nieżle jak na 22-godzinną jazdę i miktoskopijną ilość snu,nie?
Potem odmroziłam sobie zupe i rzuciłam się na nią jak łysy na grzebień,teraz boi mnie żołądek heheh. Wejde zaraz do wanny i sie wygrzeje bo zimno mnie trzęsie ze zmęczenia.
Jakby nie mówić jeszcze nie jest ze mną tak żle,kondychę mam jak nastolatka .
